wtorek, 14 września 2010

Kumplo-ojciec Narodu

Kluczem do uwiedzenia polskiego wyborcy jest pewien ulotny, trudny do zdefiniowania “luz” w zachowaniu, gestach, sposobie mówienia polityka. Luz ten sprawia, że zostaje on budzącym zaufanie “swoim chłopem”.

“Swojskość” osiąga się nie tylko przez luz, ale również unikanie wychylania się w różnych sprawach oraz akcentowanie aspektu ludycznego (piłka, skoki narciarskie, piwko itp.) w kontaktach z elektoratem. Trudno o takim przywódcy powiedzieć, że jest tylko “Ojcem Narodu” – on jest równocześnie “Kumplem Narodu”.

Donald T. z pewnością docenia znaczenie “kumplostwa”. Ale zdaje sobie również sprawę z wagi “ojcostwa” w kampanii wizerunkowej. Chce być ojcem nowoczesnym, dialogicznym, partnerskim, posiadającym jednak też pewne cechy tradycyjnego pana domu. Jest wspaniałomyślny, brzydzi się małostkowością, pieniactwem. Nieustannie wybacza wszystkim, rzucającym kłody pod nogi. Patrzy dalej, widzi więcej. Te oczy z plakatu wyborczego. One dostrzegają coś, co nie jest dane maluczkim, sięgają poza horyzont: “- Miałem sen, że wszyscy ludzie w Polsce byli równi, bogaci i piękni. Miałem sen...”
Czy nie o to tu chodzi?

Dobry ojciec wprowadza bezpieczeństwo i spokój. Tam gdzie nie ma ojca, tam często są kłótnie, krzyki, bójki między rodzeństwem. Ojciec emanuje spokojem, przy nim opadają emocje, powraca nadzieja (“wszystko będzie dobrze”).

Można by się doszukiwać także religijnego kontekstu sprawy. Czyż Donald T. nie jest nam zesłany przez niebiosa? Czy nie jest nowym przywódcą-prorokiem, wizjonerem przyszłej Polski. Stąd wiara w cuda. Obietnice cudów świadczą o jego nadzwyczajnych mocach.

W takiej sytuacji każdy, kto mu przeszkadza, rzuca kłody pod nogi, jest niewdzięcznikiem, człowiekiem bez serca, nienawistnikiem, który słusznie jest wywlekany na środek sceny medialnej i bezlitośnie pałowany przy fleszach aparatów i pod czujnym okiem kamer.

“Ojciec” jakby tego nie widzi - on nie od tego, on ponad tym.

Taki to już jest, ten nasz “Kumplo -ojciec Narodu”.

2 komentarze:

Jaszczur pisze...

Bardzo trafna analiza, niemniej pozwolę sobie na pewną uzupełniającą sugestię.

Czy aby takim pierwszym "kumplem i ojcem narodu" nie był Wałęsa, a kolejnym etapem ewolucji - Kwaśniewski? Obaj - mniej lub bardziej świadomie, na sposób mniej lub bardziej zorkiestrowany i sterowany - odwoływali się do tego, co w statystycznym Kowalskim ludyczne, po ponad czterdziestu latach peerelu i n latach III RP (właściwie - II PRL). Wałęsa m.in. przez swoje lapsusy językowe, Kwaśniewski przez "Ole- Olek!" czy "okazyjne" (sic!) upijanie się.

Z kolei pierwowzoru szukałbym za "pierwszej komuny". Byłby to Gierek ze swoim "towarzysze, pomożecie ?"

Dariusz Zalewski pisze...

O Gierku nie pomyślałem, ale gdy się zastanowić, to rzeczywiście był nie tylko "ojcem", i nie tylko "towarzyszem". Kwaśniewski zaś bardzo dobrze pasuje to przedstawionego wzorca.