sobota, 24 lipca 2010

Zapomnijmy o zwycięstwach

Zwycięstwo kandydata PO jest spektakularne i symboliczne. Opowieści, że PiS dzielnie walczyło, że J. Kaczyński (postrzegany jako prawicowy, podkreślam słowo postrzegany), osiągnął dobry wynik, zamydlają tylko obraz rzeczywistości.

B. Komorowski wygrał pomimo: afery hazardowej, braku spełnienia przez Platformę całej masy obietnic wyborczych, tragedii smoleńskiej i atmosfery wokół niej, wreszcie - klęski powodzi. I choć nie ulega wątpliwości, że media sprzyjają Platformie, to opozycja miała pewne kanały przez które mogła docierać do widzów czy słuchaczy, a mimo to - przegrała!

"Stary Polak” został zaduszony medialnym jazgotem i znowu zwyciężył ten “nowy. Odnosi się wrażenie, że nawet ludzie głodni czy nadzy i tak będą głosowali na PO. Piar piarem, ale zganianie wszystko na umiejętną propagandę medialną jest spłaszczaniem problemu. Kandydaci prawicowi (czy uznawani za prawicowych) nie są w stanie wygrać w żadnych wyborach od około 3 lat. Wiąże się to z wkraczaniem na scenę wyborczą ludzi urodzonych pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych, czyli wychowywanych i dorastających w specyficznym klimacie intelektualno-moralnym społeczeństwa liberalnego. Nie chodzi tylko o propagandę, ale także o sposób funkcjonowania szkolnictwa, rozwydrzony system wychowania, konsumpcjonizm, sączącą się z mediów pogardę do wszystkiego co katolickie itp.

W efekcie wyrósł nam specyficzny typ człowieka, który z każdym rokiem coraz bardziej się umacnia w społeczeństwie. Ten typ nigdy nie zagłosuje na katolicką prawicę. Posiada taką konstrukcję mentalno-moralną, dla której katolicki-konserwatysta kojarzy się od razu ze specyficznym koktajlem faszyzmu, głupoty, obłudy i prymitywizmu. On to czuje całym sobą, nie tylko intelektem, dlatego nawet przejęcie mediów przez prawicę - niewiele tu zmieni.

Jeśli przegrywa J. Kaczyński (w sumie polityk zaliczany do tzw. prawicy umiarkowanej), to tym bardziej przegra każdy kandydat o bardziej wyrazistych poglądach konserwatywnych. Gdy się tylko wychyli zostanie uderzony medialnym młotem tak, że mu się odechce polityki

Z tego względu autentyczna prawica moralna nie ma aktualnie żadnych szans na zwycięstwo i rządzenie w Polsce, chyba, że... stanie się lewicowa, czyli będzie głosiła lewicowe poglądy (próbę takich działań obserwowaliśmy w ostatniej kampanii). Być może możliwe jest rządzenie w jakiś pokracznych lewicowo-prawicowych koalicjach, ale dla ludzi, o jako takim kręgosłupie moralnym, jest to rozwiązanie nie do przyjęcia. Paradoks polega na tym, że w kraju katolickim, katolicy o poglądach konserwatywnych są kurczącym się gettem i tak naprawdę nie widać perspektywy zmiany tej sytuacji. 

Można zadać fundamentalne pytanie: co dalej? Niełatwo znaleźć nań odpowiedź.

W obecnym, demokratyczno-liberalnym układzie, można tylko opóźniać marsz Rewolucji, na ile tylko się da w wymiarze: politycznym, kulturowym, gospodarczym, edukacyjnym. Wydaje się, że istnieje realna szansa na zorganizowanie sobie enklaw do życia w prymitywnym lewackim świecie dla obecnego pokolenia, może nawet ich dzieci. Jednak przy tej progresji “późny wnuk” z dużym prawdopodobieństwem zostanie przerobiony na modłę systemu, a jeśli nie, to i tak będzie zmuszony żyć wedle lewackich reguł.

Chyba, że zdarzy się cud.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

>"Ten typ nigdy nie zagłosuje na katolicką prawicę. Posiada taką konstrukcję mentalno-moralną, dla której katolicki-konserwatysta kojarzy się od razu ze specyficznym koktajlem faszyzmu, głupoty, obłudy i prymitywizmu."
To prawda autorze, ale zgadnij dlaczego tak się dzieje? Czy to przypadkiem nie jest prawdziwy obraz katolika? Wystarczy posłuchać RM Rydzyka, czy przeczytać ND, żeby się przekonać, że on i jego słuchacze, to chorzy ludzie. Jestem katolikiem, ale myślę. I coraz mi dalej do tej wiary. Nie jestem małolatem (to tak kwoli wyjaśnienia, idzie mi szósty krzyżyk). Czy ty naprawdę nie widzisz katolickiego jadu? A gdzie miłość bliźniego? Nie mówię tu o miłosci do czerwonych np., ale tyle nienawiści co KK, nie wylewa absolutnie żadna grupa społeczna. Oni zabijają słowami. Upokarzają, dręczą, znęcają się, nienawidzą calymi sobą. To "antyreklama" - "odpychacz" w najczystrzej postaci. Jesteś pierwszym katolikiem, którego (od bardzo dawna) da się "normalnie" przeczytać.

a.s.

Dariusz Zalewski pisze...

To co Pan bierze za nienawiść to tylko samoobrona. Pan spróbuje tak na chłodno, bez emocji, posłuchać różnych uszczypliwości w stronę "katolickiego elektoratu", płynącego ze strony stacji telewizyjnych, które poza TVP1 (jeszcze przez chwilę), radiowych, zajmują się ośmieszaniem "mentalności katolickiej". To, co robi o. Rydzyk, to tylko obrona przed atakiem, a nie atak. Bo czy może Pan z ręką na sercu powiedzieć, że media w olbrzymiej większości są katolickie i "nie zabijają słowami katolików", nie upokarzają, nie dręczą, nie znęcają się, nienawidzą całym sobą? Ja czuję to co Pan, tylko w drugą stronę?

slawkas pisze...

Myślę, że nie jest aż tak źle. Klucz do poprawy sytuacjia kryje się w tym, co sam sugerujesz. Mianowicie, ludzie postrzegani jako prawica w gruncie rzeczy nie są prawicowi. Kaczyński i jego otoczenie to socjaliści. W połączeniu z ich narodową retoryką wiadomo co to daje. Narodowy socjalizm to dalej socjalizm, a nie żadna prawica. Dlatego właśnie uważam PiS za najgorszych szkodników naszej polityki. Zawłaszczają kolejno wszystkie najważniejsze tematy, po czym je ośmieszają. O ile lewactwo jest głównym zagrożeniem dla normalności, to PiS jest lewactwa najlepszą bronią. Wraz z jego marginalizacją prawica będzie mogła odzyskać swój naturalny elektorat.

Dariusz Zalewski pisze...

@slawkas No tak, na partię liberalną gospodarczo młodzi mogą zagłosować. Ale mi chodzi o "katolicką prawicę" w sensie pewnych standardów moralnych. Wokół tego toczył się ten wpis. W tym sensie nie widzę większych perspektyw.

slawkas pisze...

"Katolicka prawica" to zbyt wąskie określenie z mojego punktu widzenia ;) W ogóle moim zdaniem prawica nie musi być definiowana wyłącznie przez stosunek do religii, ani tym bardziej nie należy ograniczać jej do katolicyzmu. To może być tym groźniejsze, że Kościół katolicki jest uwikłany w doraźne trendy i znajduje się w totalnej defensywie. Przez to nie jest wiarygodnym gwarantem istotnych wartości. A to o wartości chodzi, a nie denominację, prawda?