środa, 11 listopada 2009

Dlaczego naziści i komuniści nie mogą być patriotami?

W monumentalnej Summie Teologicznej św. Tomasz z Akwinu zaraz po omówieniu pobożności (devotio) przechodzi bezpośrednio do omawiania pietyzmu. Tym samym wskazując na bliskość czy wręcz pokrewieństwo obydwu sprawności moralnych.

Akwinata słusznie zauważył, że pietas ma ze swej istoty religijne korzenie. Dlatego wszędzie tam, gdzie wiarę usiłuje zastąpić ideologia (np. nazizm, komunizm) przestaje być właściwą pietas, a staje się jej karykaturą.

Relacje między pietas a devotio

Pozornie mogłoby się wydawać, że devotio jest cnotą stricte religijną i nie ma nic wspólnego z cnotami świeckimi, takimi jak na przykład sprawiedliwość. Jednakże w klasycznym rozumieniu sprawiedliwość opiera się między innymi na wypełnianiu określonych powinności wobec społeczności w jakiej człowiek dorasta i żyje, ale także wobec Stwórcy, który obdarował go życiem i określonym środowiskiem wychowawczym.

Interesująco o tych zagadnieniach pisał o. Józef M. Bocheński: „Zgodnie z pierwszym przykazaniem miłości winniśmy [...] «miłować Boga ze wszystkich sił naszych» – co oznacza według katechizmu «chwalenie Boga», a więc szerzenie Jego chwały. Otóż znakomitą częścią chwały Bożej, za którą odpowiadamy na ziemi, jest niewątpliwie wszystko, co piękne i dobre wokoło nas i w nas – a w pierwszym rzędzie kultura ojczysta” (M. Bocheński, Patriotyzm. Męstwo. Prawość żołnierska, Warszawa–Komorów 1999, s. 12). Chrze­ścijanin ma więc obowiązek służenia własnej Ojczyźnie, gdyż „reprezentuje [ona – D. Z.] pewien odcień Boskiej chwały, za którego rozwój i promieniowanie jesteśmy z mocy zrządzenia Opatrzności współodpowiedzialni” (tamże, s. 19).

Pietas jest zatem niejako przedłużeniem devotio na pewien rodzaj stworzenia. Przywołajmy jeszcze raz Doktora Anielskiego: “Zadaniem więc pietyzmu jest otoczenie czcią i i spełnianie powinności wobec rodziców, jako twórców rodziny oraz wobec osób działających w imieniu Ojczyzny” (S.Th. II-II q. 101.a.3). Tak więc najpierw winniśmy szacunek i wdzięczność Panu Bogu, a zaraz potem największym dobrom, jakie otrzymaliśmy od niego: Rodzinie, Narodowi i Ojczyźnie, czyli środowisku, w którym dorastaliśmy. Ono bowiem dało nam materialne i duchowe podstawy do naszej ziemskiej egzystencji.

Nota bene moraliści wychodzą z założenia, że człowiek nie jest jednak w stanie odwdzięczyć się za dobro otrzymane od Stwórcy i wspomnianych wyżej instytucji. Stąd może tylko poprzez akty pobożności i wierną pracę wypełniać swoje obowiązki płynący z prawa naturalnego (tamże).

Podsumujmy: pietas jest spełnianiem powinności wobec rodziny i ojczyzny, a devotio wobec Boga.

Kosmopolici, komuniści i naziści

Klasyczne rozumienie patriotyzmu wyklucza rozdział miłości Ojczyzny od religijności. Praktyka życia społecznego pokazuje, że to co powstaje po takim rozdziale trudno wiązać z pietas. Jeżeli bowiem nie otrzymaliśmy nic od Stwórcy, a nasze środowisko dorastania jest przypadkowe, to nie musimy mieć w stosunku do niego żadnych zobowiązań. Taka postawa sprzyja kosmopolityzmowi. Kosmopolita nie posiada żadnego źródła duchowej mocy, stąd rozpaczliwie poszukuje stałego gruntu w życiu. Nie przywiązuje się do miejsc, wiedziony być może lękiem, który niegdyś asceci i moraliści nazywali horror loci (groza miejsca). Taki człowiek wciąż podąża do nowych miejsc, nieświadomie poszukując swojej ziemi obiecanej ziemią, której jednak nie może odnaleźć.

Przyczyną jego zagubienia w świecie jest odejście (mniej lub bardziej świadome) od Boga. Osoby takie dla poprawy własnego samopoczucia nagminnie wyszydzają i wyśmiewają tzw. postawę “Bogoojczyźnianą”. Sami bowiem są często i “bez-bożni”, i “bez-ojczyźniani”.

O ile kosmopolityzm jest wprost zaprzeczeniem patriotyzmu, to niekiedy można sapotkać wśród osób niewierzących przejawy czy przebłyski tego, co na pierwszy rzut oka kojarzy się z patriotyzmem. Słyszy się na przykład, jakoby niektórzy komuniści byli “szczerymi, polskimi patriotami”. Z tomistycznego punktu widzenia nie można tej postawy wiązać z właściwie rozumianą pietas. Po pierwsze, twórcą ich ojczyzny nie jest Bóg, lecz określona ideologia i stojący za nią ludzie, którzy co prawda pretendują do roli “bóstwa”, ale nim nie są. Po drugie – nie należy mylić sentymentalizmu, czyli pewnej nutki tęsknoty do „dawnych czasów” i rodzinnych stron z właściwym patriotyzmem. Sentyment taki, choć jest elementem pietas, nie jest wystarczającym warunkiem do zaistnienia cnoty.

Innym przejawem wypaczeń cnoty patriotyzmu obok kosmopolityzmu i komunizmu jest nazizm, który również w swej podstawie odrzuca Boga (o pewnej antykatolickiej formie rasizmu pisałem tutaj). Naród uzurpuje sobie wtedy boską cześć, zamiast spełniać zadanie wyznaczone przez Opatrzność. W Polsce takie tendencje prze­jawiają m.in. środowiska odwołujące się do prasłowiańskich przodków i gloryfikujące pogańską kulturę.

Neopogańskie grupki krytykują „ideomatrycę polakokatolika”, która ponoć zabija instynkt walki i „siły tworzycielskie” w narodzie. Taka postawa ośmiesza ideę narodową, owocując w końcu jakąś formą słowiańskiego rasizmu i szowinizmu.

(Fragment artykułu, który pierwotnie ukazał się w kwartalniku "Cywilizacja nr 27")

3 komentarze:

Dariusz Zalewski pisze...

@ nomilk Takie linki nie będą tu wklejane. Ma Pan do tego cały internet.
Z tego link na przykład wynika, że "współpracujący z nazistami Kościół" sam wymordował swych księży w Dachau, i że każdemu przywódcy przedstawiciele Kościoła nie powinni podawać rąk, bo nie wiadomo co on zrobi w przyszłości.

Z dyskutantami o Pana poglądach rozmawiałem nie raz na różnych forach, zawsze dochodziło do zaognienia dyskusji i żadnych wniosków. Dlatego naprawdę nie widzę sensu takiej dyskusji.

nomilk pisze...

Jestem ciekaw jak kończyły się te dyskusje na innych forach?
Nie wiem skąd wyciągnął Pan wniosek, że "heil'ujący" biskupi mordowali swych księży w Dachau - na podstawie tego linka?
"przejawem wypaczeń cnoty patriotyzmu (...)jest nazizm, który również w swej podstawie odrzuca Boga". Jestem ciekaw Pańskiej opinii: jak rozumieć zdjęcia owych biskupów łączących się w gestach (w działaniach?) z A. Hitlerem. Zanim zacznie Pan "nie widzieć" sensu rozmowy... czy zastanawiał się Pan gdzie oni (biskupi) popełnili błąd? ("...w swej podstawie odrzuca Boga"). Czy to pytanie warte jest według Pana na odpowiedź?

Dariusz Zalewski pisze...

Dyskusje nie kończyły się niczym konkretnym. Ot trochę przerzuceń argumentami i tyle. W końcu trzeba to było kiedyś przerwać.

To nie ja wyciągnąłem wniosek o "wspólnym mordowaniu", ale taki wniosek sugerują osoby powołujące się na "heilujących" biskupów. W ten sposób sugeruje się niezorientowanym, że nazizm i katolicyzm ze sobą współpracowały, co jest nieprawdą.

Bład niektórych biskupów polegał na tym, że nie przewidzieli rozwoju wypadków oraz nie rozpoznali na początku antychrześcijańskich poglądów Hitlera. Jest to błąd braku roztropności.

Nie można jednak ich błędem obarczać całego Kościoła.

Ps. Dziś wieczorem wyłącze komentarze. Włączę dopiero, gdy odzyskam dostęp do Internetu, czyli po Świętach.