piątek, 23 października 2009

Nieuchronność cenzury w Internecie

Amerykański myśliciel Walter Lippmann już przed laty twierdził, że tzw. przeciętny obywatel nie jest w stanie odpowiednio interpretować docierających do niego informacji. Dlatego elity przy pomocy mediów mają mu w tym pomóc. Ustala się zatem obowiązujący pogląd, a następnie środki przekazu "produkują zgodę" słuchaczy czy czytelników. Produkcja jest masowa - zgodnie z linią ustaloną na "demokratycznych salonach".

Nie znaczy to oczywiście, że w tajmeniczym miejscu, codziennie, zbiera się szacowne grono elitarnych spiskowców, analizujących newsy i narzucających później jedynie słuszną interpretację zdarzeń przez komunikatory. Nie, ten proces został usprawniony. W demokratycznych społeczeństwach istnieje, jak zauważył Noam Chomsky, "linia przewodnia", której trzymają się dziennikarze. Słowem - polityczna poprawność narzuca standardy, którym milcząco (by nie wylecieć z roboty) podporządkowują się ludzie mediów. Spiskowcy więc wcale nie są potrzebni, system działa automatycznie.

W czasach tradycyjnych środków przekazu utrzymanie "linii przewodniej" było dziecinnie proste. Z uwagi na wysokie koszty produkcji gazet, radia czy telewizji, nikt spoza układu nie miał do nich dostępu. Oczywiście była (i jest) jakaś koncesjowana opozycja, ale w rzeczywistości wszystko znajdowało się pod kontrolą.

Pojawienie się Internetu i blogosfery zmieniło tę sielankę. Internet jest tańszy, a dodatkowo pracowici i pomysłowi "wolni strzelcy" harcują w sieci i nie chcą się podporządkowywać "linii przewodniej". Ich mrówcza praca marketingowa na portalach społecznościowych czy mikroblogach (twitter, blip, flaker itp.) sprawia, że w niektórych przypadkach osiągają sporą popularność, zwłaszcza wśród pewnych grup internautów. Dodatkowo dzięki platformom blogerskim i agregatorom zaczynają stanowić niepokojącą siłę. Monopol zaczyna się chwiać. Lud jest "zdezorientowany", a elity zaniepokojone.

Co prawda sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna. W blogosferze jest mimo wszystko wielu blogerów trzymających "przewodnią linię", inni zaś zajmują się sprawami mało znaczącymi z punktu widzenia elit. Niemniej Internet stanowi dla nich problem i wcześniej czy później należy spodziewać sie pojawienia cenzury w sieci, tak jak to jest np. w Chinach. Preteksty do tego mogą być różne. Sam fakt jednak nie podlega dyskusji.

2 komentarze:

Darciatko pisze...

Cenzura już istnieje na blogach, forach. Wystarczy zacytować niepoprawnych znanych ludzi i nie ma cię w komentarzach.
Im się również marzy całkowite wyeliminowanie części ludzi z sieci.
Ciekawie urabiają opinię publiczną, przekonując o szkodliwości sieci.

Unia Europejska pozwoli jednak na odcinanie piratów od Sieci?
http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82008,7177902,Unia_Europejska_pozwoli_jednak_na_odcinanie_piratow.html

Kasperski: Anonimowość jest wadą internetu
http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82008,7176961,_akt___Kasperski__Anonimowosc_jest_wada_internetu.html

Dariusz Zalewski pisze...

Ostatnio krytycznie o blogosferze wypowiedział się również sam B. Obama.