Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demokracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demokracja. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 listopada 2010

Czy da się ochrzcić demokrację?

Pogląd o możliwości ochrzczenia demokracji jest w zasadzie powszechny. Ludzie naprawdę wierzą, że to najlepsza z możliwych organizacja życia społecznego, że człowiek nic lepszego nie wymyślił i takie tam. Mało kto pamięta przestrogi starożytnych filozofów, którzy twierdzili, iż rządy motłochu należą do tych najgorszych.

Wychodzi się z założenia, że jest to system „normalny” i nie jest on wrogi katolicyzmowi. Jeśli w ramach tego systemu pojawiają się jacyś wrogowie, to należy prowadzić z nimi spór, a w tym sporze wygrywa po prostu lepszy. Ludzie Kościoła muszą zatem robić swoje, tzn. pracować w szkołach (lekcje religii), w grupach wspólnotowych, nawracać skrawkiem posiadanych mediów, itd. Słowem – prowadzić ewangelizację w ramach demokracji.

Błąd tego myślenia polega na uznaniu tego systemu za neutralny światopoglądowo i dający “normalne” ramy dla życia społeczeństw. W rzeczywistości za panującymi dzisiaj typami demokracji stoją modele człowieka zbudowane na podstawowych błędach antropologicznych. Dlatego - nie rzecz w tym, że mamy jakąś skrzywioną demokrację po komunizmie, z agentami, którzy wszystko psują (co prawda, agentów też mamy), ale – powtórzmy – idzie o system, który jest tak skonstruowany, że wyrzuca z siebie, to, co budowane jest na fundamentach katolickich zasad.
 
Postępując w ramach demoliberalnych reguł  katolik skazany jest na porażkę: w kulturze, w mediach, wreszcie na polu gospodarczym. I wyjątki od tej zasady nie są tu żadnym argumentem.
______________

wtorek, 5 października 2010

Co sobie myśli celebrytka?

Jak wiadomo rolą celebrytek(-tów) jest wygłupianie się na wizji, granie w głupich serialach i “bycie skandalistką (-tą)”. Takie zachowania podobają się ludowi, który ekscytując się nimi zabija popołudniowo-wieczorną nudę.

Ciekawe, że przeciw celebrytkom(-tom) często występują tzw. lewicowe autorytety moralne. Teoretycznie reprezentują podobną opcję obyczajową i na zdrowy rozum powinni trzymać się razem. Jednak “intelektualiści” lubią nabijać się z gwiazd i wręcz demonstrować swoją wyższość moralną.

Skąd to rozbicie? Wydaje się, że jest to rodzaj środowiskowej zdrady, wynikający ze zwykłej zazdrości (“oni mają kasę, a my nie”). Autorytety z racji roli pełnionej w społeczeństwie (mentorstwo intelektualne) ściągają mniej pieniędzy do swoich kieszeni (wiadomo - “czytalność” jest kiepska).

Gwiazdki, pełniąc nieco inną rolę w systemie (nie pouczają, lecz demoralizują), mają większą oglądalność, co przekłada się na ich zarobki.

Jak one reagują na tę krytykę?

Mogą być dwie możliwości. Pierwsza - nie zdają sobie z tego sprawy, przygłuszone aplauzem tłumów. Może nawet nie uświadamiają sobie istnienia grupy prześmiewczej, ewentualnie ją marginalizują, dostrzegając tylko “moralizujących prawaków”. Druga - wchodzą w rolę celebrytek (-ów) z wyrachowaniem. I w odpowiedzi na zdradę rzeczą mnie więcej tak:

“- A śmiejcie się ze mnie wy humaniści, intelektualiści, czy jak wam tam. Ja mam kasę, dom, basen, a wy co? Poczucie wyższości. Weźcie sobie swoje poczucie wyższości i udławcie się nim!”

Słowem – taka współczesna wersja Dołęgo – Mostowiczowego: „Wolę Buicka od pomnika”.

Wychodzi na to, że wbrew pozorom, te wszystkie paniusie, okazują się cwańsze od podstarzałych, moralizujących, lewicowych dziadków. Zdecydowanie więcej kasy ciągną z tego interesu, który zwie się szumnie “liberalną demokracją”.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

O metodzie demokratycznej i nazistowskiej na przykładzie eutanazji

Arcybiskup Clemens August von Galen w kazaniu wygłoszonym w Kościele św. Lamberta w Műnster 3 sierpnia 1941 roku skrytykował władze hitlerowskie (zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz) za praktyki eutanazyjne. Kaznodzieja poinformował wiernych, że do miejscowych władz medycznych przysłano instrukcję, zgodnie z którą zalecano przygotowanie wykazu chorych określanych mianem “nieproduktywnych obywateli”. Później, na podstawie tych wykazów chorzy i kalecy byli zabierani z domów oraz szpitali i przewożeni w nieznane miejsca. Po pewnym czasie rodziny otrzymywały informacje o śmierci bliskich i skremowaniu ich zwłok. (Kremacja uniemożliwiała stwierdzenie rzeczywistej przyczyny zgonu.)

Arcybiskup w swoim kazaniu otwarcie potępił postępowanie władz. Co więcej, powołał się na obowiązujące prawo zabraniający takich praktyk, a nawet nakazujące informowanie o zaistnieniu podejrzenia ich występowania. Mówca oświadczył, że sam powiadomił o tych podejrzeniach stosowne służby państwowe, ale bez rezultatu.

Co ciekawe, w swoim kazaniu imiennie skrytykował Rudolfa Hessa. Jednak Jego prestiż i poparcie wiernych było tak wielkie, że naziści nie zdecydowali się na ostateczną rozprawę z hierarchą. Dopiero w 1944 umieścili Go w obozie Sachsenhausen.

* * *

Współcześni eutanaziści reagują nerwowo, gdy się ich porównuje z hitlerowcami. Znany refren w takich przypadkach brzmi: “gdy dwaj mówią to samo, to jeszcze nie jest to samo”. Różnica ma polegać na tym, że “ponurzy synowie postępu” chcą dobijania chorych w imię wolności i walki z cierpieniem, zaś naziści nikogo nie pytali o zgodę.

To prawda - naziści działali metodami totalitarnymi, demokraci posługują się metodą “dialogu”, przekonywania, sugestii. W demokracji nie wymusza się zgody, lecz ją produkuje (W.Lipmann). Technologia produkcji takiej zgody w przypadku eutanazji odwołuje się do konieczności wysłuchania tzw. "własnej prośby pacjenta".

Lekarz Ryszard Fenigsen, w książce: "Eutanazja. śmierć z wyboru?", podaje na przykładzie holenderskim sposoby za pomocą których lekarz-eutanasta wymusza tzw. "własną prośbę pacjenta": Zaczyna od przedstawienia sytuacji i nie oszczędzenia przy tym pacjentowi opisu straszliwych powikłań, które już nastąpiły lub w przyszłości "nastąpić mają". Stan chorego określa jako beznadziejny (...); wypowiada się z całą mocą nieomylnej nauki (a zapomina, jak wiele błędów nasza nauka popełnia). (...) Taka przemowa (a nie sama choroba) wtrąca chorego w głęboką depresję, czasami w psychozę reaktywną.

Gdyby jednak pensjonariusz był zbyt oporny i wciąż sprzeciwiał się “dobrej śmierci”, wówczas stosuje się nieco skuteczniejsze "metody przekonywania". Nie musi to być nawet nacisk czynny - pisze wspomniany R. Fenigsen. - Małe akcje, np. piętnastominutowe opóźnienie w podaniu basenu, są bardzo skuteczne.

Po takich "argumentach" chory w końcu poddaje się. Lekarz-eutanasta z właściwą sobie troskliwością jeszcze pyta chorego: czy jest pan pewny swojej decyzji? Wieczorem (w celu rozwiania wszelkich wątpliwości) personel pomocniczy powtórzy jeszcze raz akcję z basenem.

"Własna prośba" staje się faktem. Metody demokratyczne jeszcze raz ukazują swoją wyższość nad nazistowskimi..

PS. Biskup Clemens August von Galen został po wojnie wyniesiony do godności kardynalskiej. W roku 2005 papież Benedykt XVI ogłosił go błogosławionym.