Nie oglądam wiadomości
telewizyjnych, nie słucham radia. Przeglądam tylko od czasu do
czasu newsy na głównych portalach. I... to, co odczuwam, to nawet
nie jest zdziwienie. Najpierw przychodzi śmiech, potem coś w
rodzaju przerażenia, a na końcu dopada mnie coś na kształt
depresji.
Należę do grupy osób
(mniejszej, większej – nie wiem?), która bez problemów obeszłaby
się bez unijnych milionów. Do biedy przywykłem i nie muszę udawać
sterylnego Europejczyka z galerii handlowych, który w zimie jeździ
w Alpy na narty, a w lecie odlatuje do ciepłych krajów, by moczyć
się w ciepłych wodach.
Zresztą, nie interesuje
mnie podróżowanie po świecie, nie jestem ciekaw obcych kultur
(skoro odnalazłem tę prawdziwą).