Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 września 2010

Co w antykatolickiej propagandzie decyduje o sukcesie?

 Dzisiaj decydują czynniki intuicyjno-mentalne. Jeśli ktoś lub coś zostanie zaliczony do obciachu, wówczas system go automatycznie odrzuca. Dlatego walka na poziomie intelektualnym w doraźnej polityce zeszła trochę na drugi plan (choć oczywiście nie można jej lekceważyć).

Nikt nie chce być wyśmiewanym, dlatego łatwo przyjmuje narzucany mu antyobciachowy (lewicowy) sposób myślenia. Rządzące media za symbole obciachu obrały sobie: Kościół i prawice. Kościół jest trwałym elementem tej układanki, zmienia się uważana za najbardziej prokościelną w danym momencie partia. Dawniej był to ZchN, kilka lat temu LPR, aktualnie na scenie pozostał PiS. Gdy pojawi się inny formacja, automatycznie właśnie ona stanie się obciachowa. Cały myk polega na umiejętnym wyprodukowaniu obciachowości.

Jak ją zatem wyprodukować? Istnieją trzy najważniejsze czynniki, gwarantujące sukces. Po pierwsze - trzeba mieć przewagę w mediach, narzucać w nich ton, wedle którego śpiewa reszta. Po drugie – w tych mediach nieustannie pokazywać kto jest „nowoczesny”, „świeży”, postępowy”, a kto jest zacofany. Postępizm jest oczywiście czysto umowny i narzucany na siłę. (Por. M. Karwat, O Złośliwej dyskredytacji. Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika).

Po trzecie – najważniejsze. Zwalczany “obiekt” nie może być karany, prześladowany fizycznie przez innych rewolucjonistów (przynajmniej w fazie początkowej); może być tylko wyśmiewany. Komuniści krytykowali obóz klerykalno-faszystowski i prześladowali go; zachowywali się w sposób nadęty i poważny. Czy widział ktoś kabarety wyśmiewające “Solidarność”? Wręcz przeciwnie – komuniści (niczym samobójcy) dopuszczali aluzyjne skecze (Laskowik, Smoleń), które wyśmiewały komunę.

Dzisiejszy “sukces” antykatolików bierze się właśnie stąd, że nie są oni do końca poważni, że działają przez wygłupy, ironię (taka trochę postmoderna). Ale zbyt długo tak nie wytrzymają. Zaraz zaczną na poważnie. Już się rwą do “oddzielania Kościoła od państwa”, “zdejmowania krzyży” itd. A wtedy czar ironii i kpiny zniknie, nadejdzie zwykła, znana z historii, faza prześladowań.

Można by rzec : wszystko powróci do normy.
A oni znowu przegrają.

Zawsze przegrywają.

czwartek, 28 stycznia 2010

Globalne rozpieszczenie

Ostatnio sporo dyskutuje się o zimie. Trochę popadało, trochę pomroziło i od razu słychać wokół wielkie narzekanie, jakby aktualna zima była jakimś nadzwyczajnym wydarzeniem w dziejach ludzkości. Ludzie dziwią się, że pada śnieg i mrozi, jakby słońce miało grzać i trawa się zielenić.

Ta ekscytacja białym puchem jest zabawna i nudna zarazem. Bez wnikliwszych analiz pogodowych pamiętam równie ostre zimy, które miały miejsce w okresie kilkunastu lat wstecz (gdy trzyma się samochód na powietrzu łatwo się takie rzeczy zapamiętuje). Nie mówiąc już o zimach z dzieciństwa. Słowem - zima jak zima, czym tu się ekscytować? I mróz o tej porze roku jest normą, i zasypane drogi też.

Owa nadrważliwość jest w dużym stopniu wynikiem medialnych nagonek. Robienie sensacji z byle czego służy przecież oglądalności i klikalności; dlatego ludzi się odpowiednio nakręca. Ale jest i druga strona medalu. Współczesny człowiek jest jakby delikatniejszy, bardziej wymagający i równocześnie słabszy psychicznie. Byle czym go  można wystraszyć:  zimą  - zimnem, latem - gorącem itp. A gdy dodatkowo napatoczy się świńska czy ptasia grypa i w mediach non stop o niej trajkoczą, to w jego oczach momentalnie pojawia się paniczny strach.

Skąd bierze się ten lęk i przewrażliwienie? Z przyzwyczaienia do wygody i ciepełka. Jeśli coś zakłóca  ciepełko, to od razu  lud wykazuje tendencje do reakcji  zbyt emocjonalnych, wręcz panikarskich. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju globalnego rozpieszczenia. Dlatego trzeba się powoli przyzwyczajać do tego ciągłego lamentu. 

piątek, 23 października 2009

Nieuchronność cenzury w Internecie

Amerykański myśliciel Walter Lippmann już przed laty twierdził, że tzw. przeciętny obywatel nie jest w stanie odpowiednio interpretować docierających do niego informacji. Dlatego elity przy pomocy mediów mają mu w tym pomóc. Ustala się zatem obowiązujący pogląd, a następnie środki przekazu "produkują zgodę" słuchaczy czy czytelników. Produkcja jest masowa - zgodnie z linią ustaloną na "demokratycznych salonach".

Nie znaczy to oczywiście, że w tajmeniczym miejscu, codziennie, zbiera się szacowne grono elitarnych spiskowców, analizujących newsy i narzucających później jedynie słuszną interpretację zdarzeń przez komunikatory. Nie, ten proces został usprawniony. W demokratycznych społeczeństwach istnieje, jak zauważył Noam Chomsky, "linia przewodnia", której trzymają się dziennikarze. Słowem - polityczna poprawność narzuca standardy, którym milcząco (by nie wylecieć z roboty) podporządkowują się ludzie mediów. Spiskowcy więc wcale nie są potrzebni, system działa automatycznie.

W czasach tradycyjnych środków przekazu utrzymanie "linii przewodniej" było dziecinnie proste. Z uwagi na wysokie koszty produkcji gazet, radia czy telewizji, nikt spoza układu nie miał do nich dostępu. Oczywiście była (i jest) jakaś koncesjowana opozycja, ale w rzeczywistości wszystko znajdowało się pod kontrolą.

Pojawienie się Internetu i blogosfery zmieniło tę sielankę. Internet jest tańszy, a dodatkowo pracowici i pomysłowi "wolni strzelcy" harcują w sieci i nie chcą się podporządkowywać "linii przewodniej". Ich mrówcza praca marketingowa na portalach społecznościowych czy mikroblogach (twitter, blip, flaker itp.) sprawia, że w niektórych przypadkach osiągają sporą popularność, zwłaszcza wśród pewnych grup internautów. Dodatkowo dzięki platformom blogerskim i agregatorom zaczynają stanowić niepokojącą siłę. Monopol zaczyna się chwiać. Lud jest "zdezorientowany", a elity zaniepokojone.

Co prawda sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna. W blogosferze jest mimo wszystko wielu blogerów trzymających "przewodnią linię", inni zaś zajmują się sprawami mało znaczącymi z punktu widzenia elit. Niemniej Internet stanowi dla nich problem i wcześniej czy później należy spodziewać sie pojawienia cenzury w sieci, tak jak to jest np. w Chinach. Preteksty do tego mogą być różne. Sam fakt jednak nie podlega dyskusji.